Vivat Poród - Na dobry początek
Sylwia i Kacper

Sylwia i Kacper

... że to nie ból okresowy, ale skurcze.
No to ładnie, myślałam że tym razem rozpoznam je wcześniej. Zadzwoniłam do męża, powiedział że będzie w pół godziny w domu (później mi powiedział że po moim głosie było słychać, że to już może być szybko).
Po 9 te skurcze były już takie, że klęczałam oparta na piłce w czasie skurczu, nie mogłam już stać. I jakoś były często.
Zadzwoniłam do Doroty, naszej birth photographer i powiedziałam, że może szykować aparat, bo to dziś. Powiedziała że będzie po 13, bo zajmuje się dziećmi. Spoko, przecież to potrwa jeszcze z 5 godzin albo dłużej.
Obudził się Daniel i od razu zauważył że coś się dzieje.
- Co robisz mamo?
- Rodzę twojego brata - odpowiadałam z uśmiechem na ustach i piłką przed nosem.
On też się uśmiechał. Dotarł mąż, a mi się zaczęło birthing-zone, już nie byłam w stanie odpowiadać na pytania. Skurcze co 2-3 min? W mig go wyszykował i zabrał do opiekunki (właściwie to opiekunka przyjechała po niego), było koło 10.
Mąż zaczął napełniać basen, ja poszłam pod prysznic.
Spod prysznica zadzwoniłam do położnych, skurcze co 2 min, trwają coś koło 30 s. Pod prysznicem bolało i z ulgą odetchnęłam, kiedy basen był gotowy, od razu lepiej.
Moja ulubiona pozycja tym razem to klęcząco oparta na brzegu basenu, chyba przez te bolące w ciąży plecy. Ale żadnych bóli krzyżowych nie było, wszystko czułam z przodu. Od 10 mniej więcej w kółko słuchałam moich relaksujących mp3 z hypnobirthing i oddychałam powoli na skurczu, spoko...