Vivat Poród - Na dobry początek
Sylwia i Daniel

Sylwia i Daniel

...ześniej). Ucieszyłam się. Dalej siedziałam w basenie, wdychałam entonox, chodziłam.
W końcu zaczęło się parcie - uff, parcie już nie bolało, tylko wymagało ode mnie dużo siły. Tu też zmieniałam pozycje, chodziłam do toalety - w końcu tam jest naturalne miejsce do parcia.
Emma i Claire co jakiś czas patrzyły takim podłużnym lusterkiem czy pojawia się główka. Wróciłam do basenu, tam mi było najlepiej, kucałam. W końcu pieczenie - wiedziałam co oznacza, jest główka!
Miałam coraz mniej siły i chyba już nie buczałam, krzyczałam. Nie były to krzyki bólu, tylko odgłosy które miały mi pomóc w parciu. W końcu poczułam że główka wyszła i zaraz "wypłynął" mój syn.
Usłyszałam tylko "Take your baby!", wzięłam go na ręce, wydawał mi się taki niesamowicie duży! Był już z nami o 8.24 rano.
Nie płakał. Co akurat nie było takie dobre, bo nie mógł złapać mocnego oddechu, dostał tlen, Claire zajęła się pępowiną. Miałam życzenie w birth-planie, żeby pozostała aż przestanie pulsować, ale trzeba było odciąć, żeby sam zaczął oddychać. Mąż przeciął, podały mu jeszcze tlen i mały zaczął płakać. Uff... Po wszystkim.
Skin to skin. Nie pamiętam kiedy wyszłam z basenu. Pamiętam, że byłam na łóżku, z tyłu tulił mnie kochany, na rękach był Daniel.
Przyszły dwie inne położne, bo miały zmienić Emmę. Siedzieliśmy na łóżku i wszystko było takie niesamowite. Poczułam małe ciśnienie w środku i wyszło ciepłe łożysko. Wielkie, nie spodziewałam się że to takie duże. Któraś położna wzi...