Vivat Poród - Na dobry początek
Sylwia i Daniel

Sylwia i Daniel

...takt z tym co się działo dookoła (czyli weszłam w birthing zone, jak to śmiesznie określają w mojej książce) i buczałam dużo głośniej, nie ograniczałam się, wszystko jedno mi było co na to sąsiedzi (ci z naprzeciwka powiedzieli na drugi dzień że było cicho - akurat, ale ktoś z góry pukał w ścianę, mi tam było dobrze buczeć, policja nie przyszła, więc jakoś wytrzymali).
W tej fazie mąż nie bardzo wiedział co robić, bo mówił coś do mnie, ja nie odpowiadałam, nie chciałam nic od nikogo, buczałam i już. Wybacz kochany - doceniam Twoją obecność, a jakoś nie miałam ochoty na masaże czy cokolwiek innego.
Emma co jakiś czas sprawdzała jak tam serduszko małego, zawsze był happy baby. Coś tam w trakcie jadłam czasem, ale mało, najbardziej to winogrona. I piłam zimną wodę. Pamiętam że zapytałam która godzina i strasznie mnie zdziwiło że 1.00, myślałam że jest koło 22.00.
Skurcze tu już były dość męczące, nie mogę powiedzieć że nie bolało - tu już bolało, ale i tak spodziewałam się czegoś dużo gorszego. Buczałam dalej, ale byłam już zmęczona, brakowało mi siły. W końcu poprosiłam o entonox (przypom.tzw. gaz rozweselający), był pomocny.
Buczałam dalej. Przyjechała druga położna, Claire. Ja zmieniałam pozycje - wychodziłam z basenu, chodziłam, siedziałam na piłce. Emma zapytała czy chcę, żeby sprawdziła rozwarcie. Chciałam, bo już chciałam żeby się kończyło - było 9 cm (i to był pierwszy raz kiedy ktoś mi tam zaglądał do środka, nie było konieczności żadnych "badań", więc tego nie robiły wc...