Vivat Poród - Na dobry początek
Sylwia i Daniel

Sylwia i Daniel

... mi dać jej znać, jak będzie częściej i dłużej, około 40 sekund. Ok.
Pamiętam, że potem zaczęliśmy już całkiem przygotowywać nasze miejsce - powyjmowaliśmy te owoce, przekąski, ja jeszcze pozmywałam naczynia, muzyka relaksacyjna była już od jakiegoś czasu włączona.
Wzięłam prysznic. Dobrze mi było w wodzie, potem chodziłam w kółko w wannie i się zastanawiałam - to już czy nie?
Czop śluzowy (chociaż wolę tą angielską nazwę - show). Odetchnęłam z ulgą, ufff... to jednak TAK.
Cieszyłam się i dalej łaziłam w kółko w wannie. Odeszły mi wody - hura! Mierzyłam czas tych skurczy, wyszłam z wanny, chodziłam po domu, kołysałam się na piłce, oddychałam głęboko - tak jak uczyli na hypnobirthing.
Zapaliliśmy świeczki, zgasiliśmy światło, zaczęliśmy aromaterapię - olejek lawendowy, na relaksację (potem szałwiowy, pomocny przy skurczach). Skurcze były już dłuższe, zadzwoniłam do Emmy. Słuchała przez telefon i sprawdzała na zegarku. Powiedziała że przyjedzie za pół godziny - super! Kochany zaczął napełniać basen. Czułam coraz mocniej te skurcze.
Około 20.00 przyjechała Emma, zmierzyła mi ciśnienie i temperaturę, słuchała serduszka małego. Weszłam do basenu i zaczęłam się odprężać. Było mi super. Mąż co jakiś czas dolewał ciepłej wody, ja te skurcze czułam już na tyle mocno, że zaczęłam down-breathing, czyli wydechy mocne, z buczeniem.
Dobrze mi się buczało. Na aaa, buuu i różne inne, śpiewanie w scholi okazało się tu całkiem pomocne. Skupiłam się tylko na oddechu, straciłam kon...