Vivat Poród - Na dobry początek

Patrycja i Rohan I z II

„Norma społeczna”
Gdy pierwszy raz zaszłam w ciążę, kwestia porodu i opieki nad dzieckiem była dla mnie dość abstrakcyjna i zupełnie nieprzemyślana. Szukałam różnych możliwości i informacji. Większość prasy dziecięcej i innych dostępnych publikacji oraz otaczające mnie kobiety były jednomyślne w kwestii gdzie rodzić. Oczywiście w szpitalu.
Mogłam naczytać się o istocie kontaktu dziecka z matką po narodzinach, czytałam o porodzie aktywnym, o samodzielnym wybieraniu pozycji do wypierania dziecka. Jakże byłam zdziwiona, gdy ideały te runęły w zderzeniu ze szpitalnymi procedurami. Pojawiły się pytania:
Gdzie ta celebracja cudu narodzin?
Gdzie przestrzeń do aktywności i inicjatywy rodzącej?
Gdzie miejsce na instynkt i naturę?

Świadomość tego, jak to powinno być i mało entuzjastycznie witane przejawy mojej intuicyjności i samowolki, powodowały moje zagubienie i niemy opór. Czułam smutek i tęsknotę oraz wielką wewnętrzną niezgodę, gdy zabierano dziecko na badania, kiedy powinno być ze mną i doświadczać nieprzerwanie mojej miłości i akceptacji. Wielokrotnie byłam zszokowana bezinteresowną złośliwością lub oschłością personelu w stosunku do kobiet. Słyszałam wiele słów które miały zastraszyć lub wpędzić w poczucie winy i w ten sposób zmusić rodzącą do uległości. Obserwowałam też niedelikatność oraz brak empatii w obchodzeniu się z nowo narodzonymi dziećmi. Wielokrotnie czułam jak naruszane są granice mojej intymności.
Narodziły się wspaniałe, kochane istotki, ale dop...