Vivat Poród - Na dobry początek
Monika i Tosia

Monika i Tosia

To może czas też na mnie i moje wspomnienie. Przepraszam, że takie przydługie…
Do porodu domowego przygotowywałam się od początku ciąży, zaraziłam swoim pomysłem też męża, który po pierwszym spotkaniu z położną nie miał już wątpliwości i jak się z czasem okazało stał się jedynym moim sprzymierzeńcem.
Decyzja ta wypływała z głębokiego przekonania, że to jest najlepsze dla: mojego dziecka (którego po opuszczeniu bezpiecznego i ciepłego miejsca nie będą dotykały obce ręce, będzie tulone tylko przeze mnie i swojego stwórcę), dla mnie ( bo to ja rodzę swoje dziecko, a nie zespół lekarzy) i całej mojej rodziny (mam dwoje starszych dzieci - pełnoletniego syna i nastoletnią córkę, którzy wyobrażenie o porodzie maja raczej straszne niż piękne).
Dodatkowym argumentem było wspomnienie z poprzedniego szpitalnego porodu. Chociaż wszystko dobrze się skończyło, to cały poród i pobyt w szpitalu był na tyle traumatyczny, że długi czas potrzebowałam pomocy psychologa, aby dojść do siebie. Przede wszystkim zabierano dziecko, zwyczajowo co dzień na badania i kąpiel, ale również na noc, aby mamy mogły odpocząć.
Tylko ja nie chciałam odpoczywać miałam dużo siły i chciałam opiekować się swoim dzieckiem. Codzienna walka z pielęgniarkami o to, aby mi jej nie zabierano zostawiła ślady do dziś, mimo że córeczka ma już 13 lat nadal jak jej dłużej nie widzę, odczuwam niepokój, niestety.
Na tytle bardzo byłam zdecydowana na poród domowy, że nawet brak kwalifikacji mnie nie zraził.
Miałam całkowite, wewnętrzne przekona...