Vivat Poród - Na dobry początek

Marianna i Felicja

Od kilku dni moje myśli coraz bardziej krążyły wokół porodu. Inne sprawy odeszły na dalszy plan. Byłam spokojna i czułam się naprawdę gotowa na przywitanie Maleństwa. Przestałam się również stresować faktem czy poród zacznie się w dobrej porze dnia w życiu naszej rodziny, czy moja Położna będzie dostępna, czy mąż będzie w pracy, itd.
Stwierdziłam, że na pewno wszystko się ułoży.
Najbardziej optymalnym czasem wydawała mi się noc z niedzieli na poniedziałek. Wszyscy, których chciałam zaprosić do tego porodu byli dostępni, ja byłam wypoczęta, najedzona i w bardzo dobrym humorze.
W sobotę po rozmowie z Położną postanowiłam w niedzielę wieczorem wypić „magiczny” koktajl porodowy. Nie nastawiałam się jednak specjalnie, że w efekcie za kilka godzin będę tulić swoje Dziecko.
W niedzielę od rana nie było żadnych oznak zbliżającego się porodu. Dzień spędziliśmy poza domem. Po powrocie wybrałam się na spacer do sklepu po herbatę z liści malin na czas połogu. Tylko tego mi brakowało w zasobach ziołowych.

Brat męża wieczorem przywiózł złożoną kołyskę i zapas świeżo wypranych pieluch flanelowych, kocyków i ubrań dla Malucha. Kiedy mąż czytał dzieciom bajkę na dobranoc przygotowałam koktajl porodowy i wypiłam go. Brrr. Paskudztwo.
Nic specjalnego się nie działo.
Przygotowałam dzieciom ubrania na następny dzień, zrobiliśmy trochę porządku w salonie, pogadaliśmy. Poczułam się mocno zmęczona i stwierdziłam, że dobrze, że na razie nie rodzę, bo muszę się przespać i tyle.
Padła...