Vivat Poród - Na dobry początek

Maria i Zuzanna

Właściwie od początku wyobrażałam sobie poród radośnie i aktywnie, tak trochę wojowniczo, na przekór wszystkim straszącym artykułom i opowieściom o bezsilnych i wyczerpanych rodzących, które błagają o znieczulenie.
Miałam przekonanie, że ból będzie do wytrzymania, a cały dzień będzie jakoś tak radośnie uroczysty. Wcale nie podobało mi się to, że poród sprowadza się do samej bolesnej fizjologii, a przecież to ważny dzień.
Tak jak w dniu ślubu stałam się żoną, tak tego dnia miałam stać się matką. Postanowiłam, że to będzie takie moje święto, że ładnie się uczeszę, założę koszulę w kwiatki i córka zobaczy uśmiechniętą i ładną mamę.
Część I - dom
W czwartek o 7 rano obudził nas telefon. Poczułam lekkie bóle takie jak miesiączkowe. Były tak co 10-12 min. Jak poszłam do toalety to pojawiło się trochę krwi. Próbowałam jeszcze zasnąć, ale już byłam radośnie podekscytowana i nie chciało mi się spać. Poszłam się wykąpać, umyć i wysuszyć włosy, dopakować kosmetyczkę, zjeść śniadanie itd itp. Mąż się jeszcze zdrzemnął i ok. 10 mąż pojechał do pracy, obiecując odbierać ode mnie telefony.
Skurcze były coraz bardziej bolesne i wtedy pomagało skakanie na piłce. W międzyczasie robiłam mnóstwo różnych rzeczy i załatwiałam sprawy, które powinnam załatwić przed porodem.
Tak jak wcześniej postanowiłam zaplotłam warkocze, żeby mi się nie poplątały i nie potargały włosy jak będę rodzić. Nie chciałam po porodzie wyglądać na jakaś zmaltretowaną i rozmemłaną.