Vivat Poród - Na dobry początek

Maria i Sławek

Byłam już pięć dni po terminie. Koniec lata, wielki brzuch i kilogramy ciążowej nadwagi zrobiły swoje - było mi już ciężko i bardzo chciałam, żeby poród rozpoczął się jak najszybciej.

W ciągu dnia starałam się jak najwięcej ruszać - miałam nadzieję, że w ten sposób skłonię swojego Malucha do wyjścia. Synkowi jednak się nie spieszyło. Poza bolesnymi pojedynczymi skurczami w nocy, nie miałam żadnych symptomów zbliżającego się porodu.

Po 40 tygodniach ciąży zgłosiłam się do szpitala na ktg i konsultację ginekologiczną. Od tamtego dnia jeździłam tam co drugi dzień.

Pięć dni po terminie nadal nic nie wskazywało na to, że organizm szykuje się do wielkiego powitania. Zaczęłam tracić nadzieję, że uda mi się naturalnie rodzić.

Bardzo mi na tym zależało i od skończonych 20 tygodni ciąży przygotowywałam się mentalnie do porodu - wyobrażałam sobie jak rodzę - każdy szczegół.

Byłam przekonana, że jeśli będę myśleć pozytywnie i uwierzę w swoją siłę to uda mi się rodzić w zgodzie z naturą. Byłam nawet umówiona z położną, że będę rodzić w Domu Narodzin.

Hm... cóż, ta wizja stawała się z każdym dniem po terminie coraz mniej realna. Tego dnia podczas kolejnego rutynowego badania usłyszałam, że prawdopodobnie za pięć dni...