Vivat Poród - Na dobry początek

Maria i Gustaw

Byłam dzień po terminie, więc w ramach aktywnego oczekiwania zgodziłam się rano zagrać z dzieciakami w grę, w której trzeba było m. in. tańczyć… I akurat o dziwo ciągle to tańczenie wypadało na mnie. Więc za każdym razem podgłaśniałam muzykę i wirowałam jak nienormalna, w czym dzieci znajdowały nieziemską rozrywkę. Podczas jednego z pląsów poczułam wyraźne obniżenie się główki i odszedł fragment śluzu chroniącego maleństwo w brzuchu, więc poczułam sens tychże akcji wyglądających pewnie z boku na lekkie szaleństwo.
Potem, wczesnym popołudniem pojechaliśmy na wycieczkę, ażeby nie było mi za lekko, zapakowałam torbę z toną żarcia i niepotrzebnych rzeczy, i 3 godziny podziwiałam moje dzieci będące sobą (!) na placu zabaw i w parku….Jak tylko wołały „Mamo chodź coś zobacyć” to nie ociągałam się jak zwykle w ciąży, lecz pędziłam ochoczo. Każdy krok, czułam, zbliża mnie do początku i końca!
W trakcie spaceru zaczęłam osiągać też nieco inny mental stage, ale wciąż nie przejmowałam się tym przesadnie. Inny mental stage - też mi coś w towarzystwie moich dzieci!
Gdy przyjechaliśmy do domu, czułam, że mnie nosi i było mi trochę niedobrze, więc bardzo zależało mi, żeby dzieci poszły szybko spać.
Około 20.00 zaczęłam czuć pierwsze krzyżowe skurcze, co 12- 15 minut. Wiedziałam, że to już to, ale nie miałam pojęcia, ile to czasu zajmie, więc nawet do Marcinka nic nie pisałam, żeby nie siać paniki. Oglądałam sobie spokojnie dwuipółgodzinny film, co jakiś czas zmieniając pozycję, bo skurcze nie u...