Vivat Poród - Na dobry początek

Magdalena i Joasia

Planowy termin porodu przewidziany był na 5 stycznia 2014 (niedziela), ale wiadomo jak to z tymi terminami bywa… Tak wiec z mężem nie szykowaliśmy się, że nastąpi to właśnie tego dnia.
Od samego rana miałam skurcze i byłam jakaś niespokojna, nerwowa, żeby więc rozładować napięcie postanowiłam posprzątać mieszkanie. Zaczęłam dokładnie czyścić każdy zakamarek mieszkania, również miejsca, których normalnie nie sprzątałam.
Czyszcząc toaletę, w pewnym momencie pomyślałam, że za chwilkę połamię szczotkę, nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Zupełnie jak jakieś opętanie.
Kiedy już wyszorowałam całe mieszkanie, wzięłam się za siebie – prysznic, paznokcie, maseczka itp. Chciałam coś zrobić dla siebie, dla relaksu, rozładować to dziwne napięcie, które męczyło mnie od rana.
Cały czas podczas sprzątania towarzyszyły mi skurcze, nie zwracałam na nie zbytnio uwagi, ponieważ już w ostatnich miesiącach regularnie miewałam skurcze, więc uznałam to za normalne.
Tego dnia mieliśmy iść z mężem do naszej ulubionej kawiarenki, ale nie miałam zbytnio ochoty, więc naszą „randkę” postanowiliśmy przełożyć na dzień następny. Wieczorem, po kolacji zrobiło mi się jakoś zimno i sennie. Postanowiłam więc, że tego dnia położę się troszkę wcześniej i nałapię sił na jutrzejsze wyjście, więc o 21.00 byłam już w łóżku.
O godzinie 1.05 obudził mnie krzyk – mój własny, dopadł mnie potężny i bolesny skurcz. I wtedy pomyślałam, że...