Vivat Poród - Na dobry początek

Magda z synkiem

Obu synów urodziłam w szpitalu. Pierwszy niestety zakończył się zabiegowo, pomimo usilnych starań położnej i lekarza - pech.
Drugi odbył się naturalnie mimo zakus lekarza. Chcę opowiedzieć o nim, żeby uświadomić nam, kobietom, że warto czasem posłuchać siebie i w tej chwili być asertywną.
Po doświadczeniach z pierwszego porodu wiedziałam, że podanie oksytocyny to bolesne skurcze następujące zbyt szybko po sobie, nie dające chwili na odpoczynek, że nacięcie krocza jest jest rzeźnią (krwawiłam potwornie, czym szczerze zaskoczony był nawet lekarz), a po zabiegu niestety robiły mi się polipy, a i sama rekonwalescencja trwająca ok. 3 miesiące, a dyskomfort był odczuwalny nawet pół roku.
Wiedziałam więc czego nie chcę.
Kiedy zaczęło się o drugiej w nocy słuchałam siebie. W aucie może nie było możliwości odpowiedniego ułożenia się tak, aby skurcze były bezbolesne, ale jazda pustymi nocnymi drogami była dość krótka.
Szpital w Otwocku wybrałam nie kierując się czymś szczególnym, poza tym, że wywiedziałam się, iż opieka nad noworodkiem jest świetna. Nie przerażają mnie toporne warunki, nie muszę mieć łazienek i kolorowych ścian, ale personel który budzi zaufanie i faktycznie pomaga.
Przyjęcie do szpitala jak to przyjęcie do szpitala. Jest koło godziny trzeciej, pielęgniarki dość niemrawo się poruszają, na oddziale cisza. Pomijam fakt, że jakimś idiotyzmem jest kazanie leżeć do KTG przed przyjęciem na oddział - zwijasz się z bólu nie mogąc ułożyć, czujka spada, więc jak pielęgniarka wyszła, wstałam i...