Vivat Poród - Na dobry początek

Magda i Tymon (Filip)

..., nasza położna i jakaś druga - obie ciche, jakby obok, pełen szacunek, sytuacja idealna. Byłam już w wannie, kiedy nagle do sali wtoczyła się dziewczyna krzycząc, że rodzi i że to już-już, zostałyśmy oddzielone kotarką i położne zajęły się nią. To wprowadziło trochę zamętu, dziewczyna strasznie krzyczała, a ja czułam już Tymona napierającego i kazałam Piotrkowi coś zrobić, kazać się jej zamknąć, zawołać tu kogoś, do mnie. Tamta akcja trwała dosłownie kilka minut i nasza położna przybiegła do mnie… Ból był przeogromny i w końcowej zupełnie fazie nie mogłam się powstrzymać i zaczęłam pokrzykiwać. Piotrek zrobił coś fajnego i wyszeptał mi: krzycz jak masz chęć. Wrzeszcz. No to zaczęłam… Ulga to była cudowna, swoboda, zero zahamowań, czułam, że to już bardzo blisko, i do końca chciałam to zrobić sama, nie mogłam znieść dotyku Piotrka, nie chciałam, żeby mnie masował, a w jakimś końcowym akcie złapałam położną i ścisnęłam mocno bardzo (to ciekawy symbol – kobieca solidarność, chciałam kobiecego dotyku). Tymon wyszedł, od razu go przytuliłam – był taki cieplutki, śliski, cudowny. I na tym etapie też pozwoliłam sobie na totalną swobodę i upust emocji – zalałam się łzami, i Piotrek chyba trochę też.  Za chwilę urodziło się łożysko, byliśmy wciąż w wannie, czułam się cudownie i chciałam po prostu wstać i pójść sobie już do domu… Krocze nie ucierpiało nic a nic, nie nacięto, nie pękło. Później, już w sali poporodowej, Tymi leżał przy mnie jeszcze długo, karmiłam go piersią i przeszczęśliw...