Vivat Poród - Na dobry początek

Magda i Tymon (Filip)

...y i ja często też. To było takie dziwne przeżycie…wielki ból, ale i coś miłego obok, ale jednak było to obezwładniające i byłam gdzieś daleko. Zdążyliśmy rzeczywiście przed 23, choć pan lekarz bywał zniecierpliwiony i chciał wkroczyć kiedy nie szło mi za bardzo z parciem… Nie obeszło się też bez cięcia, choć wtedy już i tak nie bardzo kontaktowałam i chciałam już tylko szybko urodzić. Filipa dostałam tylko na chwilkę – pamiętam, że był bardzo śliski, skojarzył mi się z płatem ryby. Nie było nawet czasu się wzruszyć, za chwilę mi go zabrano – ważenie, mycie, itd… Dostałam go znowu już owiniętego – mimo to była to ekstaza totalna, tak dziwnie było go trzymać w ramionach, czułam te same ruchy, które jeszcze do niedawna odczuwałam w brzuchu tak inaczej, na zewnątrz. Do piersi przystawiłam go sama, niemal po kryjomu, bo panie położne stwierdziły, że przecież głodny nie jest, że musi odpocząć… Z tego samego powodu zabierali dzieci na noc - aby mama mogła odpocząć. A ja spać i tak nie mogłam, tyle emocji… Mimo wszystko pamiętam uczucie wielkiej ulgi, dumy, radości… Choć żałuję też, że nie zawalczyłam bardziej. I że w ogóle walczyć trzeba było o naturalny poród…

Tymon
Drugiego synka urodzić postanowiłam w Sokółce. Słyszałam wiele miłych opowieści i chciałam bardzo urodzić w wodzie. Priorytetem było również karmienie piersią, co niestety nie powiodło się ze starszym synkiem. Poród zaczął się podobnie jak za pierwszym razem – małe skurcze, nie byłam do końca pewna czy to...