Vivat Poród - Na dobry początek

Magda i Tymon (Filip)

...owego podejścia i traktowania jak większość, która wybierając prywatną klinikę liczy na szybko, ładnie i przyjemnie/położne – bycia poniekąd zmuszonymi do takiego traktowania rodzących. Później okazało się, że nasza położna to przecudowna osoba, wielka propagatorka naturalnych porodów, pracująca również w innym szpitalu, gdzie walczy o to, aby kobiety mogły rodzić w wertykalnych pozycjach i jest przeciwna nacinaniu krocza. Zaiskrzyło między nami i odzyskałam nadzieję na to, że to będzie być może jednak dobry poród. Bolało, skurcze atakowały mnie z wielką siłą- nie byłam gotowa na taką zmianę, a po oksytocynie po prostu spłynęły na mnie z podwójną siłą. Za plecami słyszałam dyskusję z lekarzem, który pytał zdziwiony: „to dziewczyna jeszcze nie znieczulona??” i później zapowiedź, że anestezjolog tylko do 22 i ostatnia szansa. Był moment krytyczny, kiedy już nie mogłam stać, trzęsły mi się nogi, chyba też płakałam i Piotrkowi trudno było na to patrzeć, powiedział: „może jednak weźmiemy znieczulenie”? Zapytał mnie tylko raz, ale za chwilę postanowiliśmy, że jednak nie. Byłam pod prysznicem, pamiętam wielką ulgę i moje okrzyki, że jest cudownie i zostaję tu i chcę tu urodzić. W fazie ostatecznej byłam na łóżku, mocno ściskając Piotrka – w ogóle to był taki poród, kiedy bardzo go potrzebowałam i czułam, że bez niego nie dam rady (to ciekawe, bo przy drugim było zupełnie odwrotnie!).
Byłam totalnie w innym świecie, pamiętam mgłę na oczach i bycie na totalnym haju, wygadywałam głupoty, położne się śmiał...