Vivat Poród - Na dobry początek

Magda i Tymon (Filip)

...no cóż…taki nasz los, kobiety muszą cierpieć” - tego rodzaju informacje przeważały i takie miałam mocno zakodowane w głowie. Zmiana zachodziła stopniowo, zaczęłam poszukiwać, czytać, pierwszym impulsem był film „Porodowy biznes”. Pierwszy raz zobaczyłam i usłyszałam, że poród to może być coś pięknego, że nam to odebrano i wmawia się, że to jakiś niebezpieczny, niemal chorobowy, stan i taki ryzykowny. Zaciekawił mnie temat porodów domowych, później była lektura Ireny Chołuj „Urodzić razem i naturalnie” i potem już wiedziałam jak chcę rodzić i poczułam wielką równowagę i spokój.
Było nie do końca tak jak być miało. Przede wszystkim zupełnie nietrafiony wybór miejsca. Przyjechaliśmy do Białegostoku kilka tygodni przed porodem (mieszkaliśmy wcześniej w innym mieście) i zbyt mało miałam informacji o tym jak się rodzi w poszczególnych szpitalach. Sądziłam, że wybierając prywatną klinikę będę traktowana z szacunkiem i będę mogła decydować o tym jak chcę rodzić. Już w trakcie wizyt tuż przed porodem opowiadając lekarzowi o moich porodowych potrzebach słyszałam teksty w stylu: „ale jak to, bez znieczulenia? Przecież mamy najlepsze w regionie… Na kole porodowym? A proszę bardzo, ale zazwyczaj nikt się nie decyduje, bo to niewygodnie…” Teraz wiem, co miał na myśli – niewygodnie dla niego, lekarza. W ogóle niewygodnie kiedy „pacjentka” rodzi naturalnie, nie wiadomo co tu robić, jakieś powikłanie by się przydało, cięcie najlepiej i z głowy.
Kiedy więc poczułam pierwsze skurcze – w pewną upalną lipcową n...