Vivat Poród - Na dobry początek

Magda i Oliwka

Magda, Przemek i Oliwka
Właściwie to ja od początku wiedziałam i czułam, że będę rodzić w domu. Nie wiem skąd ta pewność i ten spokój, i radość na myśl o rodzeniu. Pierwsza ciąża była bardzo wychciana i wyczekana. Początki były trudne ze względu na okrutne mdłości i wymioty, ale nic to „wrogów mrowie, nas garstka”, tak to sobie powtarzam jak mi ciężko.
Do samego końca ciąży pracowałam, dobrze się czułam, miałam dużo energii, byłam zadowolona i uśmiechnięta, a przede wszystkim aktywna.
Poród zaczął się na dwa dni przed wyznaczonym terminem, załatwiałam sprawy zawodowe na mieście, kiedy ok. 15 poczułam pierwsze delikatne skurcze, nie przejęłam się nimi specjalnie, dokończyłam pracę i wróciłam do domu.
O 16-stej przyszedł mój mąż, miał przerwę w swojej pracy, a moje skurcze nasiliły się i były już do 6-7 minut. Na początku silnie je odczuwałam w krzyżu i wtedy zaczęłam kręcić biodrami i to było jak zbawienie. Mąż zwariował i zaczął spiesznie napuszczać wodę do wanny, wymyślił, że musi być przefiltrowana, więc pochłonęło go to bez reszty, narobił przy tym okropnego bałaganu, ale nic to. Ja w tym czasie chodziłam, jak zbliżał się skurcz przytrzymywałam się czegoś i zaczynałam kręcić biodrami.
O 17-stej weszłam do wanny, skurcze były coraz częstsze i bardziej intensywne, w przerwach prawie przysypiałam, w wodzie było mi dobrze. Mój mąż bardzo mnie wspierał, słuchał tego co do niego mówię, sam niewiele się odzywał, nie doradzał, nie kombinował, po prostu towarzyszył. Kiedy przyszł...