Vivat Poród - Na dobry początek

Magda i Ola

Magda, Przemek i Ola
Każda ciąża i poród - nawet tej samej kobiety - to kolejne światy, kolejne przestrzenie do poznania. Po pierwszej bardzo udanej ciąży i pierwszym mega umacniającym porodzie przyszedł czas na drugą drogę do przebycia. A druga ciąża… cóż… była dla mnie jak grom z jasnego nieba. Ledwo zaczęłam wychodzić na prostą, w pracy pojawiły się nowe szanse rozwoju, a tu taka niespodzianka. W stanie przejmującej depresji byłam przekonana, że urodzę w szpitalu. Stwierdziłam, że z takim nastawienie do ciąży, dobry i zdrowy poród nie ma szans zaistnieć. Aż tu nagle z dnia na dzień, spłynął na mnie taki błogi spokój… i cała schiza prysnęła. Bach i nie ma, rodzę w domu. To tak jakbym wróciła do domu, wróciła do siebie, silnej i mocnej.
Poród zaczął się w niedzielę, tydzień przed terminem, o 6-stej poczułam pierwsze skurcze, ale słabe, więc pospałam do 8, ale co chwilę budziłam się i je czułam. Obudziłam męża i Oliwkę, zaczęło się… Znowu wszystko bardzo szybko się rozkręcało, spakowałam Oliwkę, przyszła po nią nasza koleżanka, potem miała ją przejąć babcia. Na początku chodziłam i kręciłam biodrami tak jak za pierwszym razem i weszłam do wanny jak za pierwszym razem. W wannie czas płynął wolno, mi było ciężko, dyszałam, jęczałam, krzyczałam, w pewnym momencie wiedziałam już, że w tej wannie nie urodzę, postanowiłam wyjść, pochodziłam chwilę, przeżyłam 10 minutowy kryzys wisząc na Przemku (oczywiście taki sam jak wcześniej, że już dość, że nie idzie, że nie dam rady itd.) i w ogóle nie w g...