Vivat Poród - Na dobry początek

Magda i Kubcio

... w stylu : ok., Piotrek, on się rodzi, odbierasz ten poród…
Pamiętam pierwszy mocny skurcz, wraz z którym poczułam główkę, miałam wtedy przemożną potrzebę zaryczenia niczym lwica, ale na tym efekty dźwiękowe się skończyły.
Później wspomnienie naszej rodzącej kotki nagle mnie zalało, tego, jaka była spokojna i jak piękne oddychała - dyszała. I instynktownie zaczęłam robić właśnie to, czułam się jak owa kotka, lęk i euforia mieszały się ze sobą, między skurczami raz panikowałam, a raz prawie płakałam ze wzruszenia, że oto rodzę, we własnej wannie, po cichu, obok śpią chłopcy, jest tak jak chciałam.
Gosia wpadła na ostatnie 10 min akcji, jej dotyk był kojący, pamiętam me pytanie: Gosia, czy to w ogóle jest główka? Nie zdążyłam sprawdzić ułożenia. Potwierdziła, że główka, dotknął również Piotrek i w kolejnym skurczu Kubcio się urodził - tak szybko i tak cicho…
Nie mogłam w to uwierzyć, że to już i że jest taki spokojny, zakwilił tylko chwilę, spojrzał na mnie i z łagodnością wtuliliśmy się w siebie..
No a później to już euforia, łzy, deklaracje miłości, pocałunki w wannie z mężem itd.
Zbudził się Filip i odwiedził nas w wannie, zapoznał się ze świeżo narodzonym bratem i wrócił do swego łóżka - to było piękne powitanie i takie normalne, absolutnie tak, jak chciałam.
Przeszliśmy do łóżka, urodziłam łożysko, zastał nas poranek, Kubcio poczynił pierwsze próby ssania piersi, Piotrek przyniósł nam zupę i świeżo upieczony chleb - jadłyśmy z Gosią na podłodze, pięk...