Vivat Poród - Na dobry początek

Magda i Kubcio

...ięc plan był taki, aby najpierw doczekać do ok. 1-2 na Piotrka, następnie do 4 na Gosię.
I o tej 22 wierzyłam, że jestem w stanie tak zarządzić porodem, że spokojnie dam radę.
Na wszelki wypadek spakowałam, choć niechętnie, torbę do szpitala, jednak wierząc, że tak naprawdę nie będzie mi wcale potrzebna. Fale sobie przychodziły, ja starałam się minimalnie poruszać, aby niczego nie wzniecać, leżałam, próbowałam drzemać.
Czułam, że intensywność wzbiera, że czas pomiędzy się skraca, ale wyobrażałam sobie, że to zupełny początek… Czas mijał bardzo szybko, a ja w łożu, pod kołdrą, słuchając radia, czekając na Piotrka, czasem myśl się pojawiała : Kurczę, a jak nie zdąży… może dzwonić po dziadka (mojego tatę), może jechać do szpitala… Ale ostatecznie myśl tę spychałam w dal i leżałam sobie dalej.
Starałam się być na maksa zrelaksowana, przyjmować falę, przyglądać się jej, nie nazywać tego bólem, a akceptować, pozwalać przepływać. I było to możliwe, była cisza, spokój, choć intensywność także.
Ale nie nazwę tego bólem, wymyka się to w moim odczuciu definicji bólu, to coś innego… Kiedy pojawił się Piotrek pierwszy moment ulgi nastąpił, i jednocześnie imprezka się rozkręciła zdecydowanie, ale było nam z tym ok., żartowaliśmy między skurczami (tfu, tfu, przypływami), trzeźwość umysłu była zachowana i odliczałam minuty do 4, a tu dopiero po 2...
Czułam coraz większą chęć, aby wejść do wanny, a jednocześnie obawiałam się, że akcja tam na tyle się rozkręci, że Gosia nie ...