Vivat Poród - Na dobry początek

Magda i Kubcio

... Doświadczenie trzeciego porodu to dla mnie lekcja, że choć głowa zarządza porodem, to jednak i zew natury ma moc wielką i tym razem u mnie ten zew okazał się silniejszy niż głowa. Rano w poniedziałek odszedł mi czop śluzowy, Piotrek właśnie wyjeżdżał do Warszawy, zdążyłam go jeszcze zatrzymać w drzwiach, powiadomić o odkryciu, mieliśmy chwilę wahania czy może jednak nie powinien zostać, ale ostatecznie stwierdziliśmy, że jedzie i jak się akcja rozkręci będzie wracał.
Odwiozłam dzieci do przedszkola, zdążyłam załatwić 2 ważne sprawy zw. z pracą (aktywna byłam do końca, dosłownie), czując w głębi, że chyba coś się zbliża, ale byłam pewna, że to jeszcze kwestia doby, dwóch, a nie godzin.
Wieczorem położyłam starsze dzieci spać i 5 minut po, gdy znalazłam się w swym łóżku poczułam pierwszy skurcz - oczywiście nie byłam pewna, że to już TO, myślałam sobie, że to pewnie przepowiadający, choć jednocześnie postanowiłam zmienić pościel i ogarnąć przestrzeń wokół siebie (niczym kotka - o kotce będzie później).
Po kilku regularnych skurczach, co 10 min, wiedziałam już, że oto rodzę i że wcale nie jest dobrze, bo a) mąż w Warszawie, b) Gosia na dyżurze nocnym w szpitalu.
Piotrek był akurat na koncercie i kiedy zadzwoniłam powiedział, że czuł i czekał i że właśnie jest po fajnym przeżyciu muzycznym, podczas którego myślał intensywnie o porodzie, a więc wystrzelił natychmiast w drogę.
Zadzwoniłam do Gosi, ustaliłyśmy, że czekam do 4 rano i wtedy będzie mogła wyrwać się z dyżuru.
Tak w...