Vivat Poród - Na dobry początek

Magda i Kubcio

Mając doświadczenie 2 porodów naturalnych (pierwszy - nie do końca w pełni naturalny ale mieszczący się w tych kategoriach, drugi - łagodny, w wodzie, choć długi i intensywny – Magda i Tymon) moje myśli krążyły wokół porodu domowego, choć wcale nie tak od razu i nie bez lęku.
Wielkie szczęście, że wokół siebie mam już wiele osób, które domowo rodziły i historii wspierających i zachęcających wysłuchałam sporo.
Z Gosią - położną "domową" znamy się od porodu mojego pierwszego synka, a więc stopniowo otwierałam się na tę opcję, by w trzecim trymestrze być tego absolutnie pewną i czuć, że na pewno się uda, zakładając tylko lekki, mały stopień prawdopodobieństwa, że może jednak trzeba będzie jechać do szpitala (aby zachować pozory planu B).
Ciąża (jak i 2 poprzednie) to był dla mnie czas bardzo fajny, radosny, spokojny. Spokoju mi przybywało z każdym dniem, tygodniem, a końcówka to już prawie stan zen.
Marzyłam o takiej sytuacji, że rodzę sobie łagodnie i cicho (choć tutaj wątpliwość była, bo przy poprzednich porodach miałam dużą potrzebę dźwięków głośnych, a w fazie parcia wręcz krzyków konkretnych, lekka obawa była, co na to sąsiedzi, a jednocześnie takie poczucie, że mogłabym wzbić się poziom wyżej niż ostatnio i przeżyć poród spokojniej, świadomiej, bez “odlotu”, który obezwładnia), że za ścianą śpią starsze dzieci, a ja jestem we własnej wannie, a obok jest mój mąż i Gosia. I właściwie tak się stało.
...