Vivat Poród - Na dobry początek

Kinga i Łucja

...no dziecka. Tym razem kładę się na to ktg i czuje chluuuup wody... zielone (!). Położna podłącza pelotę, aby monitorować dziecko. Mogę na klęczkach podparta, bo słychać tętno.
Parte się zaczynają, mąż wraca. O nareszcie... podaje wodę, kulki mocy, jest.
Z 6 partych i nic. Położna mierzy 10 cm jest, ale nie mogę jej urodzić.
Mówię: Łucja dawaj, dzieciaku.
Straszą mnie cesarką w ostatniej chwili w znieczuleniu ogólnym (tak jak było z synkiem), zmieniam pozycję na plecy.
Zakładają na nogi oparcia i prę... Raz położna nacina, pyta czy chcę główkę dotknąć.
Ja w amoku: nie, dawaj kobieto jedziemy z koksem...
Położna przyciska za plecy, a ja czuję, że idzie...
Jeszcze jedno parcie i WYSKOCZYŁA jak z procy i zafajdała matkę... (matka też nieźle dawała swoją drogą...)
Dziecko wędruje do mnie, taka piękna, choć g*wniana chwila, czekamy z pępowiną, po ok. 10 minutach odcinamy, a później córę przejął mąż.
Oględziny, punktacja na brzuchu. Rodzę łożysko chwilę po podaniu kreski oxy.
I szycie... szycie zajmuje około 40 minut, bo i ponacinana, i popękałam. W sumie z 12-15 szwów.
Idę (tak idę po tym) pod prysznic, myję się i idę na salę (!!!).
I tulenie i cycowanko 4 godziny. Niunia śpi, a ja na haju piszę tą relację.
W tym miejscu chcę podziękować wszystkim rozkwitowym dziewczynom, które tam spotkałam, a przede wszystkim:
Emilia Jaworska, Gosia Górska, Agni...