Vivat Poród - Na dobry początek

Katarzyna i Franio

...brzuchu, mój mąż i cieplutka woda w wannie.
W tym miejscu muszę wskazać na nieocenioną rolę partnera, który cudownie wtedy podtrzymywał mnie za głowę i rękę, ściskał dłoń, gdy śpiewałam.
Tak minął pewien czas. Nie wiem jaki, bo straciliśmy rachubę. Położna zaglądała może co kilkanaście minut. Wszystko szło w swoim tempie, a ja czułam się jak w transie. Skurcz - odpoczynek, skurcz - odpoczynek, itd. ... Ból był, ale inny, nie taki, jak sobie wyobrażałam, że będzie. To był dobry ból, prowadzący do najcudowniejszej chwili w życiu kobiety.
Gdy wyszłam z wanny na kolejne trochę wymuszane siku, czułam, że nie chcę już tam znów wchodzić.
Skurcze i związany z nim ból się nasiliły. Nie mogłam znaleźć sobie miejsca. Raz na szyi męża, raz przy drabinkach. Przyszła położna. Zbadała mnie i mówi, że jest ładnie. 9 centymetrów rozwarcia i jak chce mi się już przeć, to droga wolna.
W pierwszej chwili pomyślałam: "Jak to? A gdzie był kryzys siódmego centymetra, o którym tyle słyszałam?!" Nie było. Miłe zaskoczenie.
Potem było ciężko, nie wiedziałam czego chcę. W jakiej pozycji ukucnąć, usiąść na stołku, czy się położyć... Nie wiedziałam, pewnie ze zmęczenia. Trwało to jakiś czas.
Znów nieoceniona rola męża, który BYŁ (tak cudownie obecny - podtrzymywał na ciele i duchu, przeżywał razem ze mną - i tak potrzebny) i NIC nie mówił. Kocham go!
A no i nie napisałam, że przez cały ten czas, wody mi nie odeszły. Dopiero w fazie parcia pękł pęcherz. Zdarzyło się nawet, że go dotknęł...