Vivat Poród - Na dobry początek

Katarzyna i Franio

...eczek pizzy, bo głodna byłam.
Jakoś tak jednak mąż szybko wrócił, chyba już po pół godziny, a ja wtedy miałam skurcze raz co 10 minut, raz co 15 minut. Gdy tylko mąż o tym usłyszał, naraz kazał sobie tłumaczyć, co i gdzie w torbach do Domu Narodzin zapakowałam dla siebie i dla Frania, bo przecież wcześniej nie miał kiedy tego ogarnąć.
I przykazał szybko wejść po prysznic (wanny wtedy nie mieliśmy) na test wody. Na szkole rodzenia przy Placu Grzybowskim u Pani Kasi Grzybowskiej (którą serdecznie polecam!) dowiedzieliśmy się od położnej, że gdy coś się zaczyna dziać, a my (kobiety) nie wiemy czy to już, wtedy należy nalać sobie przyjemnie ciepłej (nie gorącej!) wody do wanny lub wejść pod prysznic na około 20 minut... Albo skurcze miną - były to przepowiadające, albo przyspieszą - i wiadomo co.
Nietrudno się domyślić, która opcja była u mnie.
Po wyjściu spod prysznica skurcze były już co 5 minut, a potem już co 3 minuty, a potem... zwymiotowałam (nie chciałam tego tak dosadnie napisać, ale nie wiem, jak inaczej). No tak, organizm się oczyścił - normalne.
Jakoś tak trudno było nam uwierzyć, że to już...
Tak się jakoś długo zbieraliśmy... Tak mozolnie... tak powoli... - w szkole rodzenia mówili, żeby za szybko jak się skurcze zaczną nie pędzić do szpitala, bo często pod wpływem stresu na miejscu mijają i odsyłają kobitę z powrotem; więc żeśmy sobie to chyba wtedy mocno do serca wzięli. Tak mocno, że jak dojechaliśmy do szpitala św. Zofii było już około północy.
Na miejscu cudowne powitanie...