Vivat Poród - Na dobry początek

Kasia z synkiem

Prawie pięć lat po pierwszym porodzie (jego opis jest tu: Kasia z córką) znów ta sama historia – ciąża, oczekiwanie na malucha, wielka niewiadoma…

Wszystko tak samo, a jednak wszystko inaczej. Czułam, że ten człowiek w brzuchu jest inny – ma inny temperament, inne upodobania. Byłam ciekawa, jak będzie wyglądać nasza historia.

Nie spieszyło mi się do porodu, od początku ciąży zapowiadałam, że planuję urodzić po terminie. A jednak w ostatnim tygodniu przyszło to typowe dla końcówki ciąży zniecierpliwienie, wyczulenie na każdy objaw, który mógłby zapowiedzieć poród, lekkie poddenerwowanie.

Termin przyszedł, minął, pierwszy raz byłam po terminie i chwilami trudno było mi utrzymać ten stan spokojnego oczekiwania bez zniecierpliwienia.
Dwa dni po terminie wieczorem zdałam sobie sprawę, że czuję lekkie, w zasadzie nieprzyjemne skurcze, równiutko co 20 minut. Nigdy nie czułam tak regularnych bóli z takimi dużymi odstępami, poza nimi nic się nie działo…

Postanowiłam spędzać czas normalnie – wykąpać się, położyć spać, ale obserwować.
Gdzieś w głębi duszy miałam przeczucie, że to już się nie wyciszy. Bóle i emocje, że to może „to” nie pozwoliły mi szybko zasnąć, ale ostatecznie zapadłam w głęboki, nieprzerywany niczym sen.
Obudziłam się rano.
Co dziesięć minut przy...