Vivat Poród - Na dobry początek

Kasia z córką

Będąc w ciąży przeczytałam niezliczoną chyba ilość „porodowych” historii, opinii i poglądów na temat najlepszych miejsc do rodzenia dziecka, dlaczego w domu jest najbezpieczniej, dlaczego w domu nie jest bezpiecznie, dane na temat negatywnego wpływu znieczulenia na poród, pozytywnego wpływu znieczulenia na poród, wad nacięcia, zalet nacięcia… Prawdziwy mętlik. W pewnym momencie to, co przeczytałam, już mi wystarczyło.
Chciałam – i mogłam – odciąć się od myślenia o tym, jak chciałabym, żeby poród przebiegał, co będzie według mnie „dobre”, a co nie. Po prostu myślałam, że moje ciało i tak będzie wiedziało, co robić, że będę znajdowała się pod opieką położnej, której będę mogła zaufać i że najważniejsze, żeby na końcu tej „drogi”, która mnie czeka, pojawiło się zdrowe dziecko. Owszem, zależało mi bardzo na tym, żeby poród odbył się siłami natury. Znieczulenie było dla mnie niewyobrażalne, także z tego prozaicznego powodu, że okropnie boję się igieł i na samą myśl o wkłuciu w kręgosłup robiło mi się słabo.
Mówiłam jednak, że – nie mając w rzeczywistości pojęcia, jak poród „wygląda” i jak się go odczuwa – nie będę się zarzekać, że czegoś zdecydowanie w nim nie chcę lub coś na pewno się nie wydarzy – przecież potoczyć się może przeróżnie!
Nie czułam, żeby poród domowy był rozwiązaniem dobrym dla mnie. Wybraliśmy więc szpital – prywatny. „Uzbroiłam się” w plan porodu i zostałam przez położną zapewniona, że kontakt skóra-do-skóry to już standard, że przecięc...