Vivat Poród - Na dobry początek

Kasia i Wiktor

„Kupa śmiechu.. chyba w sensie dobra zabawa” – powiedziałam nieśmiało podczas zajęć w szkole rodzenia. Nasze grupa brała udział w krótkim ćwiczeniu, w którym miało nam przyjść do głowy pierwsze skojarzenie ze słowem poród.
Wśród zielonych łąk, fal szczęścia albo strachu i bólu, moje skojarzenie nawet mi wydawało się dziwne.
„No cóż, to tego ci życzę” – powiedziała prowadząca zajęcia położna.
A ja naprawdę miałam tak szalenie pozytywne nastawienie. Nie mogłam się doczekać i wiedziałam, że wszystko będzie dobrze.
Ale, oczywiście, nie zawsze tak było. Poród od dzieciństwa kojarzył mi się z koszmarem. Przerażała mnie myśl, że kiedyś będę musiała przez to przejść. Do tego dochodził brak zaufania do szpitali i służby zdrowia.
Nic dziwnego, że jeszcze przed zajściem w ciążę zaczęłam interesować się tym tematem. Dowiedziałam się jak wygląda poród naturalny, czym różni się od zmedykalizowanego, jakie pozycje w trakcie rodzenia są naturalne, a jakie wymuszone.
Dowiedziałam się, że to, co jeszcze obecnie wyprawia się w szpitalach, to czasami wręcz łamanie praw człowieka i znęcanie się nad ludźmi, a przynajmniej uniemożliwianie kobiecie urodzenia zgodnie z naturą i w zgodzie ze sobą.
Miejscem, które wybrałam do mojego porodu, jedynego jak dotychczas, był Szpital im. Św. Zofii w Warszawie. Dla osób znających temat nie jest to pewnie żadne zaskoczenie. Zdecydowałam się też od razu, bez żadnych obaw, na Dom Narodzin.
Napisałam trzystronicowy plan porodu. Większości moich ocz...