Vivat Poród - Na dobry początek
Kasia i Krzysztof

Kasia i Krzysztof

Sobota, 5 października 2013 roku.
Już od kilku dni namawiam Maleńkiego żeby się zdecydował na Przejście. Duży urósł. Lekarz już na ubiegły tydzień wystawił skierowanie do szpitala na wywołanie porodu, „bo duże dzieci, powyżej 4 kg, to ryzyko w porodzie”. Czułam, że się nie zgadzam, choć bardzo sobie ceniłam wsparcie mojego doktora podczas trudnych początków ciąży z Maleńkim.
Wsparcia i otuchy dodawały mi Doula i Położna, która mówiła, że „duża kobieta musi mieć duże dziecko, bo małe by się zgubiło”. Podobało mi się takie tłumaczenie. Poza tym córki też się rodziły spore, więc nie miałam wątpliwości, że dam radę.
We środę byłam na kontroli u Położnej, która oceniła, że poród może się zacząć w każdej chwili. Przestałam wyczekiwać sygnałów. Mieliśmy za sobą już kilka falstartów, a poza tym wiedziałam, że gdy Maleńki będzie gotowy, to da znać.
Zapewniałam Go jedynie o naszej Miłości i o tym, że Wszyscy już na Niego czekają i są przygotowani na Jego powitanie, a ja akceptuję każdy sposób, w jaki zdecyduje się na Przejście. Jak się później miało okazać sprawdził tą moją akceptację, ale o tym później.
Niedziela 6 października 2013 roku. Pierwszy dzień reszty życia. Kilkadziesiąt minut po północy obudził mnie silny skurcz. Przekręciłam się na bok licząc po cichu, że to już ten moment, ale nie chciałam zapeszać. Za moment kolejny skurcz i kolejny. Ocho. Maleńki daje znać. Już czas.
Mąż nie spał jeszcze. Patrzył na mnie czujnym, czułym okiem, gdy zaczęłam swoje po...