Vivat Poród - Na dobry początek

Karolina i Damian II z II

W nocy z soboty 1 czerwca na niedzielę 2 czerwca pierwszy raz podczas ciąży przyśniło mi się, że urodziłam. Trzymałam maleństwo na rękach i czekałam na urodzenie się łożyska.
Obudziłam się o 4:20. Był to 10 dzień po terminie. Moja pierwsza córka zaczęła rodzić się 10-tego dnia po terminie. Wtenczas czułam, że ona miała jeszcze dużo czasu, a tym razem zaczynałam się martwić o maluszka. Był już duży i jakoś wewnętrznie czułam, że moje ciało przestawało być dla niego najlepszym miejscem.
W piżamie poszłam zrobić medytację i zastanawiałam się co jeszcze można zrobić, żeby naturalnie “wywołać” poród. W głębi oddałam mojego synka Wszechświatowi i zaczęłam pobudzać sutki, choć nie wierzyłam w to, że coś się zacznie.
Po chwili poczułam coś jakby skurcz, a potem potrzebę rozluźniającego wypróżnienia.
Nagle skurcz, dość lekki, ale też i intensywny… następny… następny.
Co 3 minuty, trwały minutę. Wow, zaczęło się, ale spokojnie.
Po pół godzinie pochwaliłam się mężowi, który jak nigdy wstał o 5 rano.
Po 40 minutach zadzwoniłam do mojej położnej. Aby do nas dojechać miała ponad godzinę. Spokojnie czekałam czy odejdzie mi czop, może wody, może skurcze mnie zaraz powalą na ziemię…
Nie, skurcze ustały.
Zadzwoniłam więc do położnej, że jest kilka słabych nieregularnych i spokój. Była już w drodze, 20 minut od nas. Troszkę się zmartwiłam, że taki falstart, ale trudno.
Kiedy przyjec...