Vivat Poród - Na dobry początek
Karolina i Bruno

Karolina i Bruno

Pierwsza ciąża była dla mnie czasem ogromnie stresującym. Wszystko było nowe, nieznane i chociaż już wtedy byłam dość mocno 'wyedukowana' w tematach porodowych i całą ciążę dążyłam do porodu domowego to jednak ta nowość, lęk przed fartuchem, wewnętrzne obawy nie dawały mi spokoju. Natura zdecydowała jednak tak, że zamiast wyboru: poród w domu czy poród w szpitalu musiałam wybrać między indukcją a cesarskim cięciem. Zgodziłam się na indukcję. Pierworodnego synka przywitaliśmy po zaledwie 4,5 h od podania oksytocyny. Chociaż nie było naturalnie, to było dobrze. Jedyną interwencją była wstępna kroplówka... gdy po 1,5 roku od narodzin synka dowiedziałam się, że znów jestem w stanie błogosławionym od razu wiedziałam - tym razem urodzę w domu. I jakby cały wszechświat zgodził się ze mną i ułożył wszystko tak, aby wymarzone narodziny stały się możliwe.
Ciąża była zupełnie inna niż ta pierwsza. Opieka nad malutkim dzieckiem, praca, studia... wszystko to dawało mi w kość i psychicznie, i fizycznie. Od 30 tygodnia miewałam częste skurcze i lekarz zastanawiał się, czy donoszę. Gdy tylko mogłam medytowałam i słuchałam nagrań relaksacyjnych, wizualizowałam cudownie spokojny, domowy poród, możliwie dużo czasu spędzałam na łonie natury i wśród bliskich, życzliwych osób. Gdy w 37 t. c. moja położna powiedziała, że szyjka jest skrócona i przepuszcza 2 palce wiedziałam, że urodzę niebawem. Zresztą, od początku ciąży czułam, że Bruno przyjdzie na świat 21 września.
Jednak w sobotni ranek 21...