Vivat Poród - Na dobry początek

Kamila, Adam i Zuzanna

Często wracam myślami do mojego porodu, choć pewne niuanse powoli zaczynam pamiętać jak przez mgłę. Reakcja ludzi, którym mówię, że poród wspominam bardzo dobrze jest mniej więcej taka: „Yhyy. Fajnie, fajnie” – czyli między wierszami czytaj: „Puknij się w czoło kobieto, jak poród może być piękny i miły?”
Przez 8 miesięcy każdego dnia zastanawiałam się jak to będzie rodzić, podpytywałam koleżanki, które miały już dzieci, aż zupełnie przypadkiem trafiłam na stronę douli Beaty. Dzięki niej zmieniłam swoje podejście do porodu, nauczyłam się jak się relaksować i zapanować nad strachem.
Przez ostatni miesiąc ćwiczyłam swój umysł, bo przecież poród zaczyna się w głowie. Wiedziałam, że będzie to wyjątkowe wydarzenie, które zapamiętam na zawsze.
Dzień przed wyznaczonym terminem razem z mężem dopracowywaliśmy pokój dla naszego Skarba. Nic jeszcze nie zapowiadało, żeby Mała chciała nas poznać.
Na następny dzień (18 grudnia) zaplanowaliśmy zakupy w Castoramie, przy okazji wyjazdu do mojego lekarza na KTG. Wstałam rano i czułam lekkie bóle w podbrzuszu, ale że zdarzały się ostatnio w miarę często, to nie nastawiałam się, że to właśnie dziś będzie TEN WIELKI DZIEŃ.
Instynktownie chyba wzięłam torbę do szpitala ze sobą. Pojechaliśmy do Castoramy, zostawiliśmy tam auto i kolejką pojechaliśmy do lekarza, żeby nie stać w korkach - tak po prostu było szybciej.
Na badaniu KTG pani położna kazała mi liczyć skurcze, ponieważ maszyna wykazywała niewielką akcję skurczową. Ku mojemu przerażeniu ...