Vivat Poród - Na dobry początek

Justyna i Magda

...ze, coraz dziksze.
- Jeszcze jakieś siedem skurczów i już się urodzi – usłyszałam Irenę – spokojnie.
Ale istotka już nie chciała powoli ani spokojnie, tylko nagle wyrwała się do przodu i wyskoczyła prosto w ręce Ireny. A ona szybko położyła mi dzieciątko na brzuchu i otuliła pieluszką.
Trzymałam to mokre, ciepłe maleństwo na brzuchu, czułam za sobą Romka, który płakał ze wzruszenia i byłam tak bardzo bardzo bardzo szczęśliwa. Czułam w sobie ogrom miłości, wdzięczności i radości. Spojrzałam na Maleństwo.
To dziewczynka – uśmiechnęłam się do niej.
Zobaczyłam uśmiech Ireny, radosną, wzruszoną twarz Romka. Potem Irena kazała mi położyć się do łóżka. Straciłaś dużo krwi – powiedziała – muszę dać ci kroplówkę. Położyłam się z córeczką na brzuchu i trwałam w jakimś błogostanie. Obok mnie leżał Romek, Irena troskliwie otuliła mnie kołdrą i założyła mi skarpetki na nogi, a malutkiej czapeczkę. Czekaliśmy na łożysko, ale ono nie chciało wyjść. Po godzinie Irena zasmuciła się: - niestety , ale trzeba będzie jechać do szpitala, nic już nie mogę zrobić. Proszę Cię, spróbujmy jeszcze – wyszeptałam i ukucnęłam na podłodze. Irena delikatnie dotknęła pępowiny i chlup, urodziło się łożysko. Położyliśmy je na sicie, Irena je obmyła i dokładnie obejrzała, żeby sprawdzić czy jest całe. Wróciłyśmy na łóżko. Oddałam córeczkę tacie, a sama poddałam się szyciu, bo trochę popękałam w trakcie wyskoku mojej małej córeczki. Pohukiwałam sobie dla dodania otuchy a Irena patrzyła z...