Vivat Poród - Na dobry początek

Justyna i Magda

...ę trochę zagubiona. I wtedy właśnie pojawiła się Irena. Zapytała delikatnym, spokojnym głosem, czy mam ochotę wyjść z wanny. Tak, miałam. Przeszłam do pokoju i poprosiłam Romka, żeby oparł się o ścianę. Objęłam go za szyję, skurcze nasilały się, jęczałam coraz głośniej, czułam coraz większe zmęczenie, patrzyłam na łóżko obok i miałam wielką ochotę położyć się spać. Irena mówiła cichutko: nie walcz z tym, ono chce już się urodzić, pozwól mu. W przerwach pomiędzy skurczami proponowała mi przejść kilka kroków, strząsnąć napięcie z ramion, i czułam, że jej słowa i delikatny, prawie niezauważalny dotyk działają jak czarodziejska różdżka. Zapytała, czy nie mam ochoty zmienić pozycji. Podpowiedziała, żeby Romek usiadł na fotelu, a ja uklękła przed nim na worku sako i ramiona oparła o jego uda. To była dobra pozycja, mniej męcząca, czułam, że w niej coraz łatwiej poddaję się fali skurczów, coraz bardziej się w niej zatracam, coraz bardziej się w niej rozpływam, przestaję czuć ból, zaczynam odczuwać jakiś rodzaj innego stanu świadomości.
Byłam w pokoju, oparta o Romka, za plecami miałam Irenę, a jednocześnie byłam w jakimś bezkresie, w jakiejś kosmicznej przestrzeni, płynęłam w niej razem z dzieciątkiem w brzuchu i teraz już z pewnością to ono było kapitanem. Może chcesz ukucnąć i oprzeć się o Romka? - dobiegło mnie kolejne pytanie Ireny. Tak, moje ciało podążyło za jej sugestią i znów poddało się tej wielkiej fali, która porywała mnie w nieznane, niezbadane rejony, coraz piękniejsze, coraz radośniejs...