Vivat Poród - Na dobry początek

Justyna i Magda

...przyjaciółki i rozmawiałam z nią. A ona mówiła mi: wszystko jest dobrze.
Cały czas ciąży wspominam jako jedno wielkie głaskanie się po brzuchu. Niezależnie, czy byłam w domu czy wśród ludzi, na spacerze czy w autobusie, w trakcie rozmowy czy zatopiona w lekturze, moja ręka sama wędrowała na brzuch i głaskała go nieustannie. Nie wiedziałam jakiej płci siedzi we mnie istota i nie usiłowałam tego zgłębić. Czułam, że jest to mocna osoba, taka która dobrze wie, czego chce. Więc starałam się jej słuchać i pytałam jak ona chce przyjść na świat. Zawsze myślałam, że będę chciała rodzić w wodzie. Ale dwa miesiące przed porodem przyszła do mnie bardzo mocna wizja, że wiszę na Romku. Oplatam jego ramiona i szyję, mam lekko ugięte nogi i tańczę biodrami. Pod koniec ciąży dużo tańczyłam powolnych tańców z bębnami i namawiałam dzieciątko, żeby się przekręciło do wyjścia, bo wciąż miała główkę trochę ukośnie skierowaną. Po kilku dniach główka była już skierowana do dołu.
Spotkałam się z położną Ireną, którą wybrałam na naszą opiekunkę i przewodniczkę. Od pierwszej chwili wiedziałam, że dobrze wybrałam. Z tego co mówisz – powiedziała Irena – słyszę, że będziesz rodzic macicą, a nie głową, a to dobry znak. Dla mnie zaś dobrym znakiem było poruszenie istostki w moim brzuchu, kiedy Irena położyła na nim dłonie. Przez cały czas ciąży nie miałam ani jednej aż tak wyraźnej fizycznej komunikacji, jak wtedy gdy Irena dotknęła mojego brzucha. Odniosłam wrażenie, że dzieciątko wprost wyrywa się do jej dłoni. ...