Vivat Poród - Na dobry początek

Justyna i Magda

... palił do tego, a ja wolałam sama tłumaczyć mu, czego potrzebuję. Romek okazał się niesłychanie otwartym, ufnym facetem. Jego racjonalizm, zdrowo rozsądkowe podejście zostały zepchnięte na drugi plan. Słuchał, co do niego mówię, zgadzał się na wszystkie moje propozycje. Dawał mi tym olbrzymie wsparcie.
W tym czasie w ogóle nie miałam ochoty na lekturę książek o ciąży i porodzie. Jedyną książką, która mnie poruszyła był „Lotosowy poród”, gdzie znowu znalazłam potwierdzenie swoich przeczuć. Piszą tam, że podczas porodu uruchamia się najstarsza część mózgu (tak zwany gadzi mózg), w której zapisana jest ta stara wiedza na temat rodzenia. Tylko żeby ten gadzi mózg mógł się uruchomić potrzebny jest pewien odmienny rodzaj świadomości, niezakłócany przez gadanie, ostre światło, i ingerencję lekarzy.
Kolejny argument za tym, żeby rodzić w domu. Właściwie od początku ciąży nie miałam, co do tego wątpliwości. Od razu poszłam do lekarki, o której słyszałam, że sama rodziła w domu, bo nie chciało mi się kontaktować z medykami, którzy będą mi truli, jaka to jestem nieodpowiedzialna.
W ogóle chciałam jak najmniej ingerencji, jak najmniej badań. Czułam, że wszystko jest dobrze, tak jak ma być, że trzeba ciszy, spokoju, muzyki, tańca, łagodności i bycia blisko siebie. Spokój nie zawsze był moim wiernym towarzyszem, cóż, życie ma swoje prawa i swoją dynamikę, ale pomimo tego czułam się jak w ochronnej kapsule. A kiedy niepokój pojawiał się we mnie, patrzyłam na zdjęcie Marii, którą poznałam w czasie ciąży mojej ...