Vivat Poród - Na dobry początek

Iza i Wiktor

...ć, dlaczego tak późno przyjechałam i że jestem nieodpowiedzialna, bo przy cukrzycy tak siebie i dziecko narażam. Dalej było jeszcze lepiej:
- No i patrzy pani tak się kończą te porody domowe. Jak bieda to do szpitala - powiedział
- To nie jest poród domowy! - krzyknęłam do niego
- To czemu tak późno pani przyjechała?
- Bo tak chciałam!
Ktoś mierzył mi ciśnienie, ktoś inny zakładał wenflon, jeszcze ktoś inny zadawał mi jakieś bzdurne pytania. A douli nadal nie było. Nagle położna krzyknęła:
- Przyj !!!
- Nie umiem!!!
Rozejrzałam się dookoła Emilki nadal nie ma obok mnie.
- Czekajcie... bez Emilki… bez douli nie rodzę…..Eeeeemmmiillllkaaaaaaaa!!!!!
Lekarz na to:
- To w szkole rodzenia przeć nie uczyli? Męża pani nie wzywa?
Położna powtórzyła: Przyj !!!
Zamknęłam oczy. Nagle ktoś ścisnął mi dłoń, pochylił się nade mną, zapach lawendy doszedł do mojego nosa. Uffff to Emilka. I parłam, jak jeszcze nigdy w życiu. Emilka pochylona nade mną do ucha powiedziała:
- Dobrze Ci idzie, jeszcze momencik, dasz radę!
Dotknęłam mokrej główki mego synka, nabrałam powietrza i… stało się… wyskoczył Wiktor. Przestałam na chwilę oddychać, patrzyłam z niedowierzaniem na to co widzę. Jego pierwsze “auła auła” o godzinie 12.45 oznajmiło koniec starego życia, koniec tamtej mnie, narodziła się nowe ja-matka.
Niestety mimo wcześniejszych zapewnień nacięto mi krocze, ale to było nic w porównaniu do tego, co stało się za momencik. Najpiękniejsza chwila w życiu....