Vivat Poród - Na dobry początek

Iza i Wiktor

... pokoju.
W powietrzu unosił się zapach lawendy z pomarańczą pomieszany z kawą, którą Bartek z Emilką pili podczas rozmowy. Strzępki ich rozmowy gdzieś obijały mi się o uszy, ale i zaczęły nieprzyjemnie drażnić.
W pewnym momencie miałam już dość masowania, nie pasowała mi pozycja, w której byłam, irytowało mnie wszystko. Wstałam i na drżących nogach szybko uciekłam do ciemnej łazienki, pod prysznic. I tak pod ciepłym natryskiem przeżywałam każdy nadchodzący skurcz. Przyszła do mnie Emilka zapaliła świecę i kominek z lawendą. Poczułam nagle, że muszę uklęknąć. Emilka otworzyła drzwi kabiny prysznica i była ze mną podczas skurczów, które były mocne, mocniejsze niż wcześniej, rozpierające.
Koło godziny 11.00 zaczęłam mówić o umieraniu, chciałam uciekać, krzyczałam, że chcę adoptować dziecko. Chciałam, by to się skończyło. To był słynny kryzys 7 cm. Szybki tel. do przecudownej położnej Gosi z prośbą o przyjazd i sprawdzenie rozwarcia.
Gosia przyjechała, ale ja to już słabo pamiętam. Zbadała mnie i powiedziała do Bartka:
- Ubierać się szybko, może zdążycie
Emilka pomogła mi wyjść spod prysznica i ubrać się. Stałam półprzytomna w przedpokoju i patrzyłam w oczy Gosi:
- Oddychaj - szepnęła
Jakimś cudem udało mi się na pół-siedząco umościć się z tyłu auta. Emilka masowała mi krzyż, ja kurczowo trzymałam się przedniego fotela i przetrzymywałam skurcze. Strasznie się dłużyła ta droga do szpitala. Podjechaliśmy pod drzwi porodówki. Weszliśmy na izbę przyjęć, a tu wszys...