Vivat Poród - Na dobry początek

Iza i Wiktor

...am mu o jego pokoju, o tym, że za jakiś czas będziemy się tulić.
Zachodziłam tylko do sypialni i wybudzałam Bartka na rozmasowanie krzyża.
- Wstawaj... boli mnie... masuj! - mówiłam głosem nie znającym sprzeciwu
O 5 rano zdecydowałam się zadzwonić do Emilki:
- Mam skurcze co 3 min - szepnęłam w słuchawkę
- To co robimy? - usłyszałam zaspany głos douli
- Póki co daję radę… albo przyjedź o 8.00
Obudziłam Bartka. Powoli poczłapałam pod prysznic, a on żeby zająć czas, ogarnął mieszkanie i pojechał do firmy dokończyć pracę.
Emilka przyjechała o 8.00 i niemal od progu powiedziała mi:
- No brzuch to masz nisko, ale za logicznie mówisz jak do rodzenia…
Po krótkiej rozmowie Emilka zdecydowała się wykonać na mnie jedną z procedur Techniki Bowena, po której wszystko zaczęło nabierać tempa. Wysłałyśmy Bartka, by pojechał po piłkę do porodu, a w tym czasie Emilka zaczęła masować mi krzyż, zaparzyła liście malin i zapaliła kominek z lawendą i szeptała mi wzmacniające i motywujące słowa. Była mi ogromnym wsparciem emocjonalnym.
Bartek zaczął mierzyć czas między skurczami. Gdy nadchodził czas skurczu kładłam się na piłę i oddychałam, charczałam, wyłam, a Emilka masowała mi krzyż, mówiła do mnie, że ten skurcz minie (a wydało mi się, że każdy skurcz trwał i trwał). Popłynęłam z tym, falowałam na skurczach, które stawały się coraz mocniejsze. Pomiędzy skurczami odpływałam, jakby w półśnie, nie byłam obecna w...