Vivat Poród - Na dobry początek
Helena i Ignacy

Helena i Ignacy

Przejście o zapachu czosnku
(z perspektywy siostry, która ukończyła też kurs doulowy)
Wspominając ten poród czuję rozedrganie całego ciała. To poród surowy, prawdziwy, bolesny. Cisza przerywana krzykiem Heleny. Ból nie do wytrzymania.
A jednak. Okazuje się, że kobieta jest w stanie znieść więcej niż wiele.
Tuż tuż
Skurcze zaczęły się już noc wcześniej. Telefon do położnej. Wziąć dwie nospy i się położyć. Kolejny dzień w zmęczeniu na kanapie. Brak sił na cokolwiek. Wieczorem nospa.
No spa. Rzeczywiście nie było w tym porodzie zbyt wiele relaksu, odprężenia i przyjemności.
Pierwsza w nocy. Kończę oglądać przedziwny film, Oblicze miłości, gdy Helena wchodzi i mówi, że odeszły jej wody.
Zaczyna się. Telefon do położnej, Kasi Grzybowskiej.
Umówmy się na 3. Po jakimś czasie kolejny telefon. Druga trzydzieści w Domu narodzin na Żelaznej.
Jedziemy. Wiozą nas Aneta i Gosia. Dziewczyny są mocno zaangażowane. Helena przy skurczach ściska mnie za rękę.
Wchodzimy na izbę przyjęć. Mili pracownicy, ale gdy Helena oddala się z położną na badanie, słyszę historię o tym, że lekarz ledwo wyskrobał jakieś dziecko. Cieszę się, że nie słyszy tego Helena.
Kasia wychodzi, mówiąc, że „szyja jest długa” i jednak pojedziemy do domu.
Do domu? Jakoś sobie tego nie wyobrażam. Helena dostaje zastrzyk. Czekamy. Dwie godziny później bolesne badanie.
Jest piąta. Brak akcji. Oddział patologii. Słysząc słowo patologia ro...