Vivat Poród - Na dobry początek

Gosia i Weronika

...

Dotarło. Krzyknęłam. Poczułam ulgę.

Jest.

Urodziliśmy. Urodziłam w ramionach T. Śliczną Dziewczynkę. Naszą trzecią Córkę.

Nareszcie mogłam ją przytulić. Była taka cieplutka, bezbronna.

Pani Położna mówi, że kawał kobiety, ponad 4 kilo, nie uwierzyłam.

Pytam co ze mną, zrozumiała w mig, odpowiedziała, że jest lekkie pęknięcie, 1 stopnia.

Łożysko samo wypłynęło. Pępowina przestała tętnić. Położna zapytała T czy przecina, odmówił, tak jak przy poprzednich porodach, zapytała czy ja chcę.

TAK. Chciałam. Pierwszy raz poczułam takie pragnienie. Rozdzieliłam nas. Usłyszałam głos lekarza, tego zaspanego. Chciałby poznać wagę dziecka, Pani Położna informuje, iż mama życzy sobie 2 godz. kontaktu skóra do skóry, ja trzymałam w ramionach i nie zamierzałam wypuścić, krzyknęłam tylko, że nie schudnie ani nie przytyje w ciągu 2 godzin.

Potem było mniej przyjemnie... zaspany Pan Doktor zabrał się za cerowanie, tylko 6 szwów, jednak miałam wrażenie, że się na mnie wyżywa. No cóż nie można mieć wszystkiego.

Kiedy miałam przejść na normalne łóżko, oddałam Córkę T. Zaraz potem wróciła w moje ramiona. Emocje opadły. Patrzymy na Małą i próbujemy wybrać imię, nasze dotychczasowe propozycje nie pasow...