Vivat Poród - Na dobry początek

Gosia i Weronika

...y czas. Poczekamy coby mieć pewność, że to akcja porodowa. Pomalowałam oko, przygotowałam kanapki dla T, starszym Córom ubrania do szkoły i przedszkola...

Czas miedzy skurczami skrócił się do 2 min, odczuwalne coraz bardziej, T. nie wytrzymał presji i stwierdził, że czas jechać do szpitala.

Założyłam czerwona sukienkę, poinformowaliśmy moją Mamę, żeby wybrała starszyznę rano do placówek i pojechaliśmy. Było po 2 w nocy.

Bałam się tej drogi, najwygodniej czułam się stojąc. Nie przemogłam się, aby klęczeć na tylnej kanapie. Usiadłam z przodu.

Było coraz intensywniej, T. pyta czy zjechać do innego, bliższego szpitala (tego z pierwszego wyboru). Powiedziałam absolutnie nie, dam radę.

Dojechaliśmy. Pan z ochrony nie otworzył nam szlabanu, więc czekał mnie spacer

szpitalnym parkiem. Było cudownie rześko, ciepło, ptaki ćwierkały.

Dotarliśmy na izbę przyjęć, Pani pyta, który poród, co ile skurcze i prosi, abym się położyła, mówię, że jak do ktg, to się nie położę, chcę stać.

Na co Pani odpowiada, że musi mnie zbadać i zrobić wymaz. Jednak wcześniej zobaczy czy dziecko żyje, mówię ze żyje, ponieważ czułam ruchy przed chwilą.

Wgramoliłam się na kozetkę, Pani zbadała i mówi 8 cm, na co ja z radością odpowiadam, że super bo rano...