Vivat Poród - Na dobry początek

Gosia i Weronika

...e="margin-bottom: 0cm">
Długo z nim rozmawiałam, mówił, że wie jakie skutki uboczne ma oksytocyna, jednak wolą ją podać, dając sobie dupochron – słowo to padało kilkanaście razy zarówno z moich ust, jak i jego.

Na koniec życzył nam porodu takiego, jaki zaplanowaliśmy.

Podpisałam odmowę przyjęcia na oddział i wróciliśmy do domu.

Wahania nastroju miałam straszne. Bałam się bardzo, wizja obumarcia maluszka mnie paraliżowała, z drugiej strony wiedziałam, że mam jeszcze czas, że jest jeszcze parę dni.

Zabrałam się za robienie kompotów z czereśni, drzewo w tym roku cudownie obrodziło. Późnym wieczorem poszłam z przyjaciółka na spacer, było wesoło. Moja piłka pękła, więc pożyczyła mi swoją.

Możecie sobie wyobrazić nas - ja kulający się czołg i Ona - niosąca ogromną piłkę, zapadał zmierzch, humory dopisywały. Wzięłam kąpiel, piłkę zakulałam w kąt z założeniem, że od jutra zaczynam skakać.

Poszliśmy spać. Byłam strasznie zmęczona, nawet przez głowę mi nie przeszło, że to będzie nasza noc.

O 0:45 obudził mnie skurcz, zbagatelizowałam go, w końcu to nie pierwszy w tej ciąży. Próbowałam zasnąć, po 4 min kolejny i tak kilka razy. Wstałam, poczułam, że coś poleciało ze mnie - cudna galaretka. Skurcze były przyjemne.

Powiedziałam T., że jeszcze mam...