Vivat Poród - Na dobry początek

Gosia i Weronika

...zeginać termin, który sobie obrałam za wyjściowy to ten z usg z 11 tyg ciąży - 7.06 i tego się trzymałam.

24.05 miałam wizytę u lekarza, było 2 cm rozwarcia i szyjka zgładzona w 50%.

Coś się już działo. Dostałam skierowanie do szpitala i zalecenie aby stawić się na oddziale 11.06.

Miałam 2,5 tyg na rozkręcenie akcji porodowej ... dużo i mało.

Nie oszczędzałam się, spacery, wycieczki rowerowe, gruntowne sprzątanie, malowanie.

Dni mijały nieubłaganie, pytania "Ty jeszcze nie urodziłaś" doprowadzały mnie do szału.

Niestety, nie ruszyło się samo. Pojechaliśmy do szpitala z założeniem, że sprawdzimy czy wszystko gra i wracamy do domu.

Tak też się stało, jednak musiałam o to walczyć jak lwica. Lekarz, na którego trafiłam był momentami brutalny i nie przebierał w słowach, przytaczając straszne historie o przenoszonych ciążach, które obumierały, próbując przekonać mnie do zostania na oddziale celem obserwacji.

Po zbadaniu okazało się, że sytuacja nic się nie zmieniła od ostatniej wizyty.

Dobiło mnie to, jednak postanowiłam wykorzystać dane mi dwa dni na pobyt w domu.

Lekarz musiał mieć dupochron i robił wszystko, żeby mnie zatrzymać na oddziale w razie W, którego wg mnie miało w ogóle nie być.