Vivat Poród - Na dobry początek
Ewa i Pola

Ewa i Pola

... bolesne, uczucie "rozrywania ciała na kawałki" bez nacięcia jest niestety większe, ale opłacało się - po kilku minutach dziecko urodziło się bez problemu, a ja jedynie miałam malutkie pęknięcie, którego w ogóle nie czułam.
O 22:50 Pola urodziła się do wody a następnie od razu trafiła w moje ręce. To niesamowite, ale to prawda co piszą w mądrych książkach o porodzie - dziecko "dobrze urodzone" nie płacze!!! Pola jedynie lekko odezwała się dając znać, że żyje, a następnie w absolutnej ciszy leżała grzecznie w moich ramionach. Poleżałyśmy tak chwile obie w tej wannie, a następnie przeniosłyśmy się do łóżka. Kasia zbadała mnie, założyła malutki szew, którego w ogóle nie czułam, pomogła urodzić łożysko, które szczęśliwie wyszło w całości. W tym czasie ja cały czas trzymałam małą, była ze mną, mogłam ją sobie dokładnie obejrzeć, nakarmić, a ona mogła czuć moje ciało. Dopiero po 2 godzinach bezpośredniego kontaktu Kasia wzięła małą do ważenia i mierzenia - to były jedyne badania na ten moment. Później została ubrana, ja się wykąpałam i koło godziny 1 w nocy zostaliśmy w pokoju zupełnie sami - My i nasze nowiuśkie, dwugodzinne dziecko.
Wyszliśmy z Domu Narodzin następnego dnia po południu, w 17 godzinie życia Poli. Szkoda mi było bardzo opuszczać mury tego magicznego miejsca, ale cieszyłam się, że mogę od razu po porodzie wyjść do domu.
Teraz, kiedy to piszę, Pola ma 7 dni i śpi sobie grzecznie w chuście na moim brzuchu. Jak przystało na "dobrze urodzoną" prawie w ogóle nie płacze, jest niezwykle grzecz...