Vivat Poród - Na dobry początek
Ewa i Pola

Ewa i Pola

O tym, ze nie będę rodzić w szpitalu wiedziałam już zanim zaszłam w ciążę. Warszawski Dom Narodzin wydawał się odpowiednim miejscem do tego, aby w warunkach naturalnych urodzić dziecko.
Chciałam urodzić w pełni naturalnie, w domowych warunkach, bez asysty lekarza, a jedynie z zaufaną położną, bez oksytocyny, która przyspiesza poród w momencie, gdy organizm nie jest jeszcze na to gotowy, bez znieczuleń i rutynowego nacięcia krocza. Absolutnie naturalnie.
Poród zaczął się niestandardowo, od odejścia części wód płodowych. Właściwie nie odeszły, tylko w nocy, z soboty na niedziele 24.03 zaczęły się sączyć. Tak to jest, że jak wody zaczną się sączyć, to dziecko powinno urodzić się w przeciągu 24 godzin. Byłam więc dość ograniczona czasowo, a skurcze wcale się nie pojawiały.
Położna, która zgodziła się uczestniczyć w naszym porodzie, Kasia Grzybowska (zawodowo genialna położna, prywatnie niezwykle sympatyczna i ciepła osoba) zaleciła, aby na spokojnie przyjechać do szpitala świętej Zofii koło południa. Tak też zrobiliśmy, a w międzyczasie zdążyła do nas dojechać moja dobra koleżanka Helena, która jest doulą i która również miała uczestniczyć w tym wydarzeniu.
Na izbie przyjęć przeszłam wszelkie niezbędne badania, których wynik pozwolił mi się zakwalifikować do porodu w domu narodzin (morfologia, KTG, badanie czystości wód płodowych). Kiedy już otrzymałam pozwolenie na poród w wybranym miejscu, przyjechała Kasia i razem udaliśmy się do Domu Narodzin.
Rodziłam w pokoju, który nazywa się Rzym - jego ...