Vivat Poród - Na dobry początek
Ewa i Liwia

Ewa i Liwia

W mojej głowie Liwia miała pojawić się 29 marca i tak nastawiłam się psychicznie.
Ale postanowiłam - oprócz rozmów z nią - wykorzystać jeszcze kilka sposobów tak, żeby trochę jej pomóc podjąć tą decyzję. Dzień przed: spora aktywność, sprzątanie, sex, 1,5h skakania, biegania po lesie, kawa.
Ale ona miała inne plany...
Kolejny termin 9 kwiecień.
Tu aktywność było więcej, 8 kwietnia igły (akupunktura), zbieganie 10 razy z 10 piętra, taniec, a właściwie to coś pomiędzy areobikiem i skakaniem, koktajl położnych. Skurcze były, ale po 2 godzinach ustały.
Zaparła się kobieta.
Poniedziałek 11 kwietnia zbliża się moja ostatnia szansa.
Kolejna sesja igieł, kolejne 10 x 10 piętro, kolejna nadaktywność.
I nic. To nie był jej czas...
Czwartek 14 kwietnia jestem już po terminie, więc zaczynam się bać, że się nie uda – że mi nie pozwolą spróbować.
Rano przez 2 godziny tańczę, skaczę przy muzyce i dużo rozmawiam z Liwią.
Spotykam się z Emilką na zabieg techniką Bowena na rozluźnienie miednicy i krzyża. To mega przyjemy i delikatny zabieg. Już po pierwszym dotyku czuję, że lewa strona, która ostatnio trochę mi dokuczała, zaczyna pracować, przechodzi mnie przyjemne uczucie, coś puszcza, rozluźnia się, potem jest już tylko przyjemniej.
Ustalamy, że nad ranem w piątek o 3, 4 rano piję po raz kolejny koktajl i czekam. Na dyżurze jest mój lekarz, a wieczorem dołącza Gosia - moja położna, byłby prawie cały zestaw.
Prawie...