Vivat Poród - Na dobry początek

Dorota i Marysia

Nareszcie! Stało się! Test wykrył bobasa! Od jakiegoś czasu staraliśmy się o dziecko i w końcu byłam w ciąży. Czułam się fantastycznie. Spoglądając na dwie różowe kreseczki byłam szczęśliwa, dumna, a ponadto pojawiło się jakieś nowe uczucie - uczucie, którego dotychczas nie doświadczyłam.
Zostałam mamą! Dołączyłam do grona wszystkich mam i ich Duch pojawił się przy mnie, by się mną opiekować…
Ciąża przebiegała wzorowo: 3 miesiące uporczywych nudności, 10 wizyt w toalecie połączonych z czułym obejmowaniem sedesu, zapadanie w krótkie popołudniowe drzemki, zachcianki jedzeniowe, robienie siusiu co 15 minut, a w końcu napływ energii.
Jeździłam rowerem prawie codziennie, robiąc przy tym wiele kilometrów (mieszkaliśmy w Białymstoku i jazda autobusami, w których mieszanka zapachów i smrodów przyprawiała mnie o mdłości, w ogóle nie wchodziła w rachubę), codziennie ćwiczyłam jogę i dbałam, by się dobrze odżywiać (jestem wegetarianką). I muszę przyznać, że poza momentami, gdy spełniałam swoje zachcianki, było całkiem przyzwoicie.
Tak przygotowywałam się do porodu.
Oboje, zarówno mąż, jak i ja, pragnęliśmy, by nasze dziecko przyszło na świat w naszym domu, którego tak naprawdę jeszcze nie było. Jednak robiliśmy wszystko, aby wyprowadzić się z miasta i zamieszkać na wsi. W siódmym miesiącu ciąży „wyemigrowaliśmy” do mojego rodzinnego domu na wsi. Budowa naszego własnego gniazdka „lekko” się przeciągnęła.
Rozpoczęliśmy poszukiwania położnej, która zgodziłaby się odebrać poród domo...