Vivat Poród - Na dobry początek

Daniela i Grześ

Czemu poniedziałkowe korki mogą być ekscytujące?
27 kwietnia był spokojnym dniem, nie zapowiadającym nadchodzących wydarzeń.
Po leniwym poranku wybraliśmy się z mężem na piękny spacer po łące usianej mleczami po horyzont. Tam uwieczniliśmy ciążowy brzuszek na kilku fotografiach i postanowiliśmy wrócić do domu na filmowy wieczór.
W drodze powrotnej po raz kolejny próbowałam przekonać argumentami Grzesia, aby przyszedł do nas już na świat. Między innymi mówiłam mu, że naprawdę nie chcemy spędzić połowy jutrzejszego dnia na izbie przyjęć czekając na wykluczenie podejrzenia hipotrofii.
Odpowiedział mi kilkoma leniwymi ruchami.
Około godziny 20 pojawiły się pierwsze skurcze. Ból był z podbrzusza oraz krzyża, jednak trwały one nie dłużej niż 30 sekund i powtarzały się co 8-10 minut.
Nie był to pierwszy epizod ze skurczami, więc jeszcze się niczym nie ekscytowałam i postanowiłam spokojnie czekać na dalszy rozwój sytuacji.
Po 3h skurcze nadal mi dokuczały z taką samą częstotliwością.
Zdecydowałam się więc na pierwszy telefon do naszej położnej. Poradziła godzinną kąpiel oraz 2 no-spy w ramach testu czy powoli zaczyna się poród, czy to tylko fałszywy alarm.
Godzina 1 w nocy, wyszłam z wanny. Skurcze nasiliły się i trwały już minutę, jednak ciągle nie mogły nabrać zadowalającego tempa, wahając się między 6-8 minut, więc nie było sensu jechać do szpitala, co potwierdziła położna przy kolejnym telefonie o 3 w nocy i zaproponowała, żebym spróbowa...