Vivat Poród - Na dobry początek
Ania i Sara

Ania i Sara

To miał być planowany poród w domu, tak jak z pozostałą dwójką...
Córeczka jednak od samego początku postanowiła sprawiać nam niespodzianki: niespodziewanie pojawiła się w naszym życiu, niespodziewanie z chłopca "zamieniła się" w dziewczynkę i wybrała niespodziewane, przez nas w najśmielszych snach, okoliczności swoich narodzin. Kiedy w sobotę rano zadzwoniłam do naszej położnej powiedziała, że ma jakieś spotkanie i nie dojedzie do nas.... Kazała jechać do szpitala, gdyby akcja się rozkręciła.
Rozmawiałam z nią o 9.30 i nie byłam pewna czy coś z tych słabiutkich skurczów bedzie, skurcze były naprawdę minimalne, z tym, że regularne co 5 minut, ale ledwie odczuwalne, nawet nie mogę powiedzieć, że bolały, bo nie bolały, raczej sprawiały taki dyskomfort.
Jak rodziłam synka to od takich skurczów do tych rozwierających szyjkę minęło kilka godzin, ale na wszelki wypadek wysłałam męża, żeby dzieci do teściów zaprowadził. Nie było go może 20-25 minut, w tym czasie dopakowałam torbę, naszykowałam sobie ciuchy i poszłam pod prysznic, żeby się ogarnąć.
Kiedy wyszłam z brodzika to miałam taki skurcz, że aż mnie powalił na kolana (dosłownie), był potworny, ale trwał tylko z 10 sekund. Wstałam, ubrałam stanik, bluzkę i rozczesałam włosy. I... kolejny taki skurcz, znowu do klęku (siła skurczu normalnie jak fala tsunami), akurat wszedł mąż i jak mnie zobaczył, zaczął poganiać, bo doskonale pamiętał, że to już niedługo. Pomógł mi ubrać majtki, skarpety, spodnie, zebrał resztę rze...